Amsterdam okazał się miejscem, gdzie po kilku miesiącach planowania udało nam się wreszcie spotkać drużynowo. Nie spodziewałem się, że całość okaże się dla mnie tak wewnętrznym przeżyciem i wiem, że bez takich przyjaciół nie byłoby to możliwe. To wpis, który ma być głównie pamiątką dla mnie.


Amsterdam – Co najbardziej mi się podobało tym razem?

Kolejny raz dało się zauważyć otwartość, która bije praktycznie z każdej części miasta. Bez względu na to, czy kupuje się coś w sklepie, pyta o drogę, czy odpowiednie wejście do metra, ludzie dookoła zawsze byli gotowi nam pomóc wiedzą. To było bardzo cenne, bo mimo, że średnio znaliśmy miasto, czuliśmy się tam bardzo swobodnie.

Mega komunikacja w mieście – Mimo, że mieliśmy hotel dobre kilka kilometrów od centrum, wszędzie łatwo dało się dotrzeć. Metro, pociągi i inne środki transportu działają super, a bilety na cały dzień (lub w dwie strony) sprawiają, że wszystko wychodzi w dobrej cenie. My mieliśmy ten plus, że w więcej osób nawet Uber wychodzi tanio, więc poruszanie się sprawiało nam mało kłopotów.

Dostępność wszystkiego – Dostęp do wszelkiego rodzaju substancji w Amsterdamie jest praktycznie nieograniczony. Podobnie przykładowo z czerwoną ulicą, gdzie wieczorem wychodzą dziewczyny. Całość sprawia, że z jednej strony jako Polacy dziwnie się czujemy ale z drugiej widać, że daje ludziom na miejscu pewną wolność. Nie wiem, jak całość wpływa na społeczeństwo tam i nie za bardzo na tym się skupiałem podczas wyjazdu.


Minusy

Mój poziom zaufania do miasta widocznie był za wysoki. Zostawiłem torbę od aparatu z drugim obiektywem, gdy robiłem zdjęcia, na ziemi na dosłownie chwilkę. Zaraz później już jej nie było, a pewna część mojego sprzętu przepadła. Próbowaliśmy szukać zguby ale po pytaniu okolicznych pracowników, czy coś widzieli, wyśmiali mnie mówiąc, że w Amsterdamie nic na ziemi więcej niż 5 sekund nie stoi. Warto więc pamiętać jeżdżąc do dużych miast, że warto uważać na swoje rzeczy, bo torba z małą częścią sprzętu to jedno ale można zgubić więcej akcesoriów. W tłumie widać osoby, które nieustannie obserwują, a także od czasu do czasu pojawiają się “wyszkoleni bezdomni”, którym sposoby na wyciąganie pieniędzy od turystów praktycznie się nie kończą. Szczęśliwie to była jedyna niemiła sytuacja, jaka mnie spotkała.


Co dał mi wyjazd?

Wyjazd głównie miał być dla mnie weryfikacją, czy jestem taki szczęśliwy, jak uważam i jak widzę siebie jako człowieka. Wyszło bardzo pozytywnie, gdyż wszystkie doświadczenia, jakie zebrałem pozwoliły mi głęboko zrozumieć, że miejsce, w którym jestem jest super, ja czuję się dobry i czuję jedność z otaczającym mnie światem.

Mam super przyjaciół, klientów i życie, które mogę zmieniać, jak tylko mi się podoba. Zbliżyliśmy się jako grupa, a ja mogłem zrozumieć, że umysł jest tylko narzędziem i tylko ode mnie zależy to, w jaki sposób będę go używał. Nauczyłem się pokazywać jeszcze więcej emocji i być w stu procentach sobą, za co bardzo dziękuję.

Mogłem spojrzeć na siebie bez ego, z zupełnie innej perspektywy i sprawdzić, w którą stronę idą moje myśli. Weryfikacja dała mi jeszcze więcej siły, aby dążyć do swoich celów i marzeń. Mam też świadomość, jak chcę osiągnąć wspomniane cele i z kim chciałbym budować swój mały świat.

Oby do następnego! 🙂

Pin It on Pinterest

Share This