fbpx
Czas czytania: 6 minut

Razem z Karolem zdecydowaliśmy zrobić sobie mały wypad na Maltę w listopadzie. Przekonała nas pogoda i temperatura wody w tym okresie w roku. Ucieczka od późnej jesieni w Polsce rozwijała przed sobą perspektywę porządnego odpoczynku i dobrej zabawy. Co warto zobaczyć na Malcie? Tradycyjnie postarałem się, żeby wyciągnąć z tej przygody jak najwięcej doświadczeń, więc poniżej kilka rekomendacji i historia naszego wyjazdu w porządku prawie chronologicznym. 

Malta w 5 dni – Planowanie wycieczki objazdowej 

Moim zadaniem było zaplanowanie całego wyjazdu. Dowiedziałem się więc od znajomych, co warto zwiedzić na Malcie i z jakich atrakcji skorzystać na wyspach obok. Chcieliśmy, aby każdy hotel miał basen i był zlokalizowany w takim miejscu, abyśmy bez problemu dotarli w planowane miejsca. Niektórzy rezerwują cały wyjazd w jednym miejscu. Ja zdecydowałem się zarezerwować 3 różne hotele w różnych częściach wyspy, gdyż i tak byliśmy w podróży. Lepiej było oszacować, gdzie będziemy danego wieczoru niż za każdym razem wracać w to samo miejsce. Opowiem historię wyjazdu razem z naszymi przemyśleniami, decyzjami i atrakcjami, na jakie się zdecydowaliśmy. 

Przylot – Pierwszy dzień na Malcie 

Przylecieliśmy około godziny 18 we wtorek. Plan był taki, abyśmy z lotniska dotarli do hotelu w mieście Sliema, a następnie, po krótkim zorganizowaniu siebie i rzeczy spróbowali życia nocnego w mieście obok. St. Julian, bo o tym mieście mowa, było oddalone o 20 min drogi pieszo, więc właśnie ten środek transportu wybraliśmy. 

Drogę z lotniska do hotelu przebyliśmy z taksówkarzem, który nas oszukał w drodze. Wyjątkowo padał deszcz, więc Pan mimo, że się umówił z nami na 15 euro, uznał, że przyda mu się dodatkowe pięć. Stanął więc w połowie drogi i powiedział, że jest zbyt duży deszcz, kałuże i on pojedzie dalej ale za 20 euro. My więc przed wizją, że będziemy musieli wyjść i maszerować w ulewie daliśmy się naciągnąć. Ciekawa praktyka 🙂 

Autobusem jeździliśmy w dalsze trasy. Bilet kosztuje 1.50 euro za przejazd. Nie mieliśmy żadnych przesiadek, więc zazwyczaj w tej cenie przejeżdżaliśmy nawet całą wyspę. 

St. Julian tętni życiem głównie w weekendy, lecz w tygodniu też można zauważyć tam względny ruch. Wpadliśmy do jednego baru z muzyką, która najbardziej nam odpowiadała po dwa drinki i dokończyliśmy wieczór rozmawiając o życiu. No i trochę zagadując się z obcymi. 

Środa, czyli dzień drugi – Zwiedzanie Valetty, czyli stolicy Malty 

Następnego dnia już tak nie padało, co było dla nas bardzo dobrą wiadomością, bo chwilę wcześniej zaczęliśmy się bać o nasz wyjazd. Dodatkowo zarezerwowaliśmy hotel, w którym miał być basen. Okazało się jednak, że basen jest w listopadzie zamknięty, bo to na dachu i niestety z niego nie skorzystamy. Radzę więc sprawdzić przed dokonaniem rezerwacji, czy w hotelu nie czeka Was podobna sytuacja. 

Mimo wszystko, to była nasza pierwsza i ostatnia noc w tym hotelu (Sliema Marina Hotel). 

Valetta, czyli stolica Malty – Miejsce, które bez względu na wszystko warto zwiedzić, jako jedno z pierwszych na wyspie. To jeden z najbardziej zagęszczonych pod względem zabytków obszarów na świecie, co widać na każdym kroku. Niecały kilometr kwadratowy przestrzeni skrywa wiele kościołów, ogrody, a także inne atrakcje turystyczne. Nie będziecie zawiedzeni, a spacer po całym mieście zajmuje kilka godzin. My zdecydowaliśmy się zjeść też coś z regionalnego menu w centrum Valetty. Mają bardzo dobre przystawki, które są raczej rzadko spotykane w innych miejscach w europie. Podobne do tych z Maroko. 

Zwiedziliśmy też okolice Valetty i odpoczęliśmy, by chwilę później jechać do miasta Bugibba, które znajduje się po drugiej stronie wyspy. Tam czekały na nas świetne plaże, kolejne zabytki, spokojne centrum i oceanarium. Mieliśmy tam też port, którym płynęliśmy w czwartek po wyspach statkiem (Comino, Gozo), z którego mogliśmy również zjeżdżać do wody i podziwiać niesamowite widoki. 

Autobusy na Malcie akurat w naszym okresie zawsze były na czas i zabierały nas na pokład. Wcześniej słyszeliśmy, że czasem nie zabierają ze względu na przepełnienie ale nam się to nie zdarzyło. 

Bugibba Perched Beach – Plaża blisko centrum miasta. Polecam zdecydowanie się tam zabrać, gdy tylko będziecie mieli okazję i parę chwil w tamtym rejonie. Wieczorem tak wpatrywałem się tam w fale myśląc, że prawie dwie godziny zeszły jak minuta! Widok i atmosfera także jest piękna, a to wszystko przy temperaturze wynoszącej ponad 20 stopni. 

Bugibba Square – Miejsce, gdzie wieczorem dobrze jest wyjść na coś do jedzenia i picia. Spokojne, klimatyczne i z dużą ilością lokali z pysznym jedzeniem. 

Czwartek – Rejs jedną z obowiązkowych przygód na Malcie 

Planując swój wyjazd na Maltę pamiętajcie o rezerwacji dobrego rejsu. Dużo tracicie rezygnując z takiej atrakcji. Rejestrując rejs skorzystałem z aplikacji GetYourGuide i wybrałem wycieczkę całodniową statkiem z przystankami na wyspach Comino i Gozo. Cała przyjemność kosztowała nas niewiele ponad 100 złotych za osobę. To bardzo niska cena biorąc pod uwagę komfort, jaki zyskaliśmy. Mieliśmy nawet zjeżdżalnie, z której mogliśmy zjeżdżać do wody przy wyspach. 

Bardzo lubię pływać statkiem, więc większość trasy spędziłem na samym przodzie obijając się razem z dziobem o fale. Malta to piękne miejsce, a widoki, które zobaczyć można z pokładu wyglądają jak żywcem wyrwane z tapet MacBooka. Klify, skały i natura tam robi wrażenie. 

Błękitna Laguna – Obowiązkowy punkt podczas podróży. Znajduje się na Comino, gdzie warto zarezerwować sobie dłuższą chwilę na spacer po skałach. Wystarczy spojrzeć. 

Gozo – Kolejna wyspa z dużą ilością zabytków i ciekawym centrum. Zwiedziliśmy dużo, lecz nie mieliśmy okazji, aby zanurkować, a na tym też nam zależało. Później trafiła się okazja ale o tym zaraz. 

Podczas powrotu wieczorem mogliśmy ze statku podziwiać zachód słońca i odpocząć po całym dniu. Wieczór spędziliśmy na Bugibba Square i plaży obok, gdzie wpadł mi pomysł, aby porysować na piasku. Bawiliśmy się bardzo dobrze, a cisza, spokój i mili ludzie wokół tylko w tym pomagali. Miejsce okazało się doskonałe na przemyślenia, wysnuwanie wniosków i zbieranie inspiracji, nowych pomysłów. 

Piątek, czyli powrót do Sliema i impreza w St. Julian 

Piątek to dzień, w którym chcieliśmy wracać do miasta, w którym byliśmy pierwszą noc. Hotel w Bugibbie (zarezerwowaliśmy Oriana at the Topaz Hotel) miał już basen. Prawdą jest, że też znajdował się on na dachu i ostrzegali nas, że jest chłodny, szczególnie rano. Mnie to nie zniechęciło, więc w piątek rano pierwszą czynnością rano było dla mnie wejście na dach hotelu i kąpiel w wodzie, w której czułem się jak podczas morsowania. Nabrałem za to energii na cały dzień! 

Oceanarium – Przed powrotem do Sliema’y postanowiliśmy zwiedzić jeszcze oceanarium. Polecam zwiedzić każdemu, kto ciekawy jest zwierząt i tego, jak wyglądają np. patyczaki (mnie to zdziwiło). Sam budynek jest jednak stosunkowo mały. 

Jedna rzecz szczególnie nas martwiła na tym etapie podróży, a była to rezygnacja z nurkowania. To był jeden z obowiązkowych punktów do spróbowania podczas wyjazdu i fakt, że jeszcze tego nie zrobiliśmy trochę nas uwierał. Nie daliśmy więc za wygraną i znalazłem w Bugibbie szkołę nurkowania, gdzie mogli nas nauczyć.

Poszliśmy tam i ze względu na to, że nie mieliśmy dużo czasu, chcieliśmy zacząć od zaraz. Mało brakowało, a by się nie udało, gdyż instruktorzy już kończyli pracę (było około 15 godziny). Szkoła znalazła jednak jednego francuza, który słysząc, że będzie pływał z zupełnym żółtodziobem (mną) zgodził się przyjechać, zabrać mnie na miejsce i popływać spędzając pod wodą ponad godzinę. Wcześniej przeszliśmy kurs teoretyczny, gdzie nauczyłem się technik obowiązujących pod wodą do regulacji ciśnienia i raportowania swojego samopoczucia. 

Team w szkole składał się z osób z Polski. Wszyscy byli profesjonalistami, co bardzo mnie cieszyło i pozwoliło maksymalnie wykorzystać doświadczenie. Nurkowanie okazało się dla mnie jednym z ciekawszych sportów. Nazwałbym go jednym z ulubionych, gdyż wszystko opiera się jedynie na monitorowaniu własnego ciała, obserwacji i reagowania na bodźce ze spokojem. Spokój jest najważniejszy. Bardzo fascynował mnie fakt, że odcięty od wszystkich impulsów, które są na powietrzu, pod wodą czułem wyłącznie siebie. Każda reakcja mojego ciała na zmieniającą się głębokość, czy inne czynniki, była dla mnie widoczna.

Zakończyłem uzyskaniem potwierdzenia odbycia szkolenia, licznymi pochwałami i rozmową z innymi nurkami. Daję słowo, że to nie było moje ostatnie podejście! 

Zaraz po nurkowaniu wróciliśmy do Sliema’y, gdyż planowaliśmy odłożyć rzeczy, odpocząć i iść na małą imprezę do St. Julian. Tak właśnie się stało. Najlepiej jest zobaczyć Peaceville (tam dzieje się najwięcej). Pokieruje Was hałas (tak mówili nam wszyscy, których pytaliśmy, gdzie jest to miejsce – mieli rację). Jest dużo klubów, więc bez względu na porę roku można znaleźć dobre miejsce do zabawy. 

Koniec wycieczki – Sobotni lot do domu 

Sobota to dzień, w którym tylko się obudziliśmy, zjedliśmy śniadanie i pojechaliśmy Boltem na lotnisko. Aplikacja działa bez problemu na całej wyspie, a dla nas okazała się najłatwiejszym rozwiązaniem. 

Kilka dodatkowych faktów o Malcie – Czego się dowiedzieliśmy? 

Polacy powiedzieli nam, że bardzo dużo znajduje się tam dużo obcokrajowców i obecna jest mafia. Podobno żaden lokal w centrach miast nie obywa się bez konieczności płacenia haraczy, lecz sami nie doświadczyliśmy niczego podejrzanego na żadnej z wysp. 

Tradycyjnie bardzo dużo osób z naszego kraju – Polski jest pełno w całej europie. Wyjątku nie stanowi Malta, gdzie co chwila spotykaliśmy się z naszymi ludźmi 😉 

Mam nadzieję, że teraz zorganizowanie wyjazdu na Maltę będzie dla Was łatwiejsze. Obecnie ze względu na małą odległość i niskie ceny to atrakcyjne miejsce na wyjazd. Dobrze jest jednak zarezerwować sobie tyle dni, aby bez problemu starczyło na doświadczenie wszystkich powyższych atrakcji. Ja byłem wyjazdem na Maltę oczarowany! Co jeszcze warto tam zwiedzić według Was? Piszcie w komentarzach! 🙂