Maroko znane jest z turystyki, spokojnych wypraw i nieustannie próbujących Tobie coś sprzedać osób w każdym miejscu w kraju. Jednocześnie ma do zaoferowania kilka miejsc, które niewątpliwie warto zobaczyć. Podczas naszej podróży postaraliśmy się, aby całkowicie poczuć to miejsce i doświadczyć tylu rzeczy, ilu się da. Jak przebiegała podróż? 


Maroko na tydzień – Jak zaplanowaliśmy naszą podróż? 

Plan od początku był taki, aby jechać do Maroko na tydzień we dwójkę. Uznaliśmy, że taka ilość czasu w zupełności wystarczy, aby wiele zobaczyć, pojeździć, poznać ludzi i nieco odpocząć (na ostatnie nie mogliśmy jednak liczyć). Spisaliśmy listę miejsc, które chcemy zobaczyć przed wyjazdem. Zarezerwowaliśmy nocleg jedynie na pierwszą noc po przylocie i uznaliśmy, że później jakoś sobie poradzimy. Ostatniego dnia przed wylotem zarezerwowaliśmy też wycieczkę na Saharę na getyourguide i na tyle z przygotowań. 

Lecieliśmy z lotniska Chopina w Warszawie. Zabraliśmy podstawowe rzeczy, jak ubrania, kosmetyczki, ładowarki i powerbanki. Podczas wyjazdu planowaliśmy całkowicie zachować kontakt ze światem. 


Wymiana pieniędzy – Waluta w Maroko 

Przed wylotem czytaliśmy, że lepiej wymieniać na dirhamy marokańskie dolary, lecz później okazało się, że euro. Wymieniliśmy więc euro, aby na lotnisku po drugiej stronie wymienić je na dirhamy. Kraj pilnuje, aby zbyt duża ilość gotówki nie była ani wwożona ani wywożona poza granicę. Kurs na lotnisku był dosyć dobry (nie różnił się od tych oferowanych w innych miejscach).


Przylot do Maroko 

Jedną z pierwszych rzeczy, jakie zrobiliśmy po wylądowaniu było kupienie karty SIM. Zapłaciliśmy 10 euro za kartę, która zawierała 10 GB na 30 dni. Tyle w zupełności nam wystarczyło do kontaktu i pracy przez tydzień. Wymieniliśmy waluty i ruszyliśmy do naszego Rijadu. 

Pierwszą noc mieliśmy spędzić w Marrakeszu. Zaplanowaliśmy na ten dzień zapoznanie się z miastem, zwiedzanie i załatwienie wycieczki na wodospad Ouzund. To była moja pierwsza podróż poza europę, więc oczywiście już na samym początku odczułem spory szok kulturowy. Sytuacja, w której ktoś co chwila próbuje mi coś sprzedać, mam pełno przyjaciół 🙂 (Hello, my friend, where are u from?), muszę pilnować swoich kieszeni i widzę dużo większą biedę dookoła była dla mnie nowa. Szczególnie, że zarezerwowaliśmy (nieświadomie) pierwszy nocleg w mniej przyjemnej dzielnicy stolicy. Dobrze, że tylko jedną noc, bo na następną zarezerwowaliśmy już w samym centrum. 

Warto wspomnieć, że połączenie w Maroko (sieć Orange) jest bardzo dobre i nie mieliśmy problemów z zasięgiem ani podczas drogi na wodospad ani na Saharę. 


Targowanie cen w Maroko 

Poczuliśmy konieczność negocjacji cen już na samym początku po przylocie. Taksówkarz rzucił nam pierwszą cenę (tam dużo jeździ się taksówkami), a my z miejsca się zgodziliśmy. Było to 70 dirhamów, czyli około 20(?) złotych. Widzieliśmy chwilę później, jak poczuł się zawiedziony i mówi “No to 200”. Odpowiadamy, że nie ma szans i niech jedzie. Później ani razu nie jechaliśmy w pierwszej cenie i zazwyczaj targowaliśmy do 40% lub 30% ceny początkowej. 

To samo jest na bazarkach. Wszystko można utargować. Zazwyczaj pierwsza cena jest tylko po to, aby sprawdzić, czy uda się Ciebie naciągnąć. Wystarczy się zaśmiać i podać absurdalnie niską cenę w odwecie, a potem zaczyna się zabawa. Nam wszystkie negocjacje przechodziły miło i nikt nie czuł się urażony podawanymi przez nas cenami.


Wodospad Ouzund i kilka innych atrakcji 

Wycieczkę zarezerwowaliśmy w dosyć prosty sposób. Idąc w centrum Marrakeszu weszliśmy do losowego biura podróży, zapłaciliśmy 50% wartości zaproponowanej wycieczki (drugie 50% przy odbiorze z rana) i zastanawialiśmy się, czy wszystko pójdzie tak zgrabnie, jak powiedzieli nam na miejscu. Szczęśliwie dla nas poszło. 

View this post on Instagram

🙈🙈🙈 #monkey #marocco

A post shared by Adrian Prędkiewicz (@adrian_predkiewicz) on

Wyruszyliśmy w trasę, a podczas niej byliśmy instruowani o tym, co będziemy robić na miejscu. Teraz ciekawa informacja o wycieczkach w Maroko. 

Nawet, jak kupujecie wycieczkę i z góry płacicie cenę, nie uwzględnia ona napiwków i opłat dla niektórych przewodników. Przyjmuje się tam, że prawie każdy wymaga (mniej lub bardziej dyskretnie) napiwku. Prawie każdy, kto wykona jakąkolwiek usługę (nawet wskaże drogę, czy opowie o jakimś zabytku) zaraz wyciąga rękę po dirhamy nie uprzedzając wcześniej. Nas naciągnęli kilka razy, szczególnie na wycieczkach. 

Wycieczki organizowane są w ten sposób (te, które my wzięliśmy – Sahara i Ouzund), że kierowca mówi, że przewodnik na miejscu nie jest obowiązkowy i można sobie poradzić bez niego jak ktoś chce. Na miejscu jednak okazuje się, że drzwi od samochodu otwierają się, zaraz podchodzi umówiony guide i mówi, że idziemy z nim i że to kosztuje 3 euro od osoby – za przejście razem szlakiem turystycznym. Na pytanie, czy jest to obowiązkowe odpowiadają zazwyczaj, że jest to niebezpieczne, bo można się zgubić i opowiadają losową historię o takim przypadku. Ciekawostka: kierowca staje w innym miejscu niż nas wyrzucił (umówionym z przewodnikiem) więc po prostu wszyscy wiedzą, że rezygnacja z jego usług to możliwość niedotarcia do auta. 

Przewodnik natomiast przeprowadza grupę po szlaku, zachodzi i zachęca ludzi do skorzystania z chyba wszystkich usług i kupowania rzeczy w sklepach i lokalach jego kumpli, a na końcu kończy wycieczkę w restauracji, w której płaci się zdecydowanie za dużo 🙂 

No i tak przy większości przypadków. 

Po drodze jeszcze zdarzają się nagabywacze, którzy chcą sprzedawać, podchodzą dzieci i rozdają związane łodygi i żądają pieniędzy, gdy ktoś od nich jedną weźmie i inne podobne sytuacje. 

Sam wodospad natomiast był piękny. Przy Ouzund na trasie są także małpy, można przepłynąć barką z jednego brzegu na drugi i podziwiać trochę widoków. Wszędzie jest dużo ludzi, co akurat ja uznawałem jaki mały minus z tego względu, że bardzo lubię eksplorować naturę sam lub w niewielkim gronie. 


Cassablanca – Ocean i wysoka temperatura 

Po powrocie z wodospadu uznaliśmy, że dobrze będzie dojechać do Cassablanki. Wstaliśmy z rana, poszliśmy zarezerwować bilety na pociąg (kolej w Maroko jeździ wyjątkowo sprawnie) i pojechaliśmy na miejsce. 

Podczas naszego spaceru po Cassablance po raz pierwszy zobaczyłem ocean. Niestety ilość odpadów przy brzegu jest ogromna i to jeden ze smutniejszych widoków w tym miejscu. Jednocześnie jest dużo bogatych dzielnic i drogich hoteli. My wybraliśmy jeden o całkiem dobrym standardzie blisko plaży. 

View this post on Instagram

Kręcone w Stanach 😎 #casablanca

A post shared by Adrian Prędkiewicz (@adrian_predkiewicz) on

Plaża to miejsce, gdzie ciągle widzieliśmy na sobie wzrok innych osób (lokalsów) i niezbyt chcieliśmy wchodzić do oceanu. Wszystko ze względu na to, że nie czuliśmy się bezpiecznie, a uznaliśmy, że jedna osoba przy wszystkich rzeczach to zbyt mało. Wystarczyła godzina leżenia na plaży, a już byliśmy tacy spaleni, że musieliśmy się spakować i kontynuować zwiedzanie. Byliśmy tam dwa dni i to zupełnie wystarczyło, aby poczuć klimat miasta. Później wróciliśmy do Marrakeszu do hotelu w centrum, gdzie spędziliśmy też drugą noc. 


Wycieczka na Saharę – Czego się spodziewać? Nasze doświadczenia 

Tydzień powoli zbliżał się do końca, a my mieliśmy do odbycia jeszcze jedną podróż. Była to trzydniowa wycieczka na Saharę, gdzie mieliśmy podziwiać wschód i zachód słońca, a także pojeździć na wielbłądach. Dzień wcześniej się zaopatrzyliśmy i byliśmy gotowi do trasy.

Odbywało się to tak, że z rana podjechał po nas kierowca i ruszyliśmy. Po drodze zwiedzaliśmy punkty widokowe i na każdym z nich próbowano nas naciągnąć na kupno ozdobionych kamieni i innych, podobnego rodzaju, gadżetów. Zwiedziliśmy też jedno z miasteczek, porozmawialiśmy z nomadami i posłuchaliśmy o robionych ręcznie dywanach. W międzyczasie cały czas odbywały się próby naciągania nas 🙂 

Pierwszy dzień to kilka punktów, które robią wrażenie (wow) i dotarcie do hotelu z basenem. Chwilę pływaliśmy, zapoznaliśmy się z innymi osobami, które były w naszej grupie i było znacznie lepiej. 

Później jechaliśmy już na pustynię. Zatrzymaliśmy się w hotelu obok Sahary, a następnie na wielbłądach ruszyliśmy na pustynię. Wszyscy okazali się bardzo mili, a w planie po oglądaniu zachodu słońca była noc w namiotach na pustyni. Warunki były ciężkie, gdyż w środku było gorąco, nie było prądu ani wody ale klimat i bardzo fajni kompani podróży to czynniki, które przechyliły całe doświadczenie na ogromny plus. Dodatkowo jest mało piękniejszych rzeczy niż podziwianie gwiazd, a następnie wschodu słońca na pustyni. 

View this post on Instagram

Zachód, nocka i wschód na Saharze 🏝🏜

A post shared by Adrian Prędkiewicz (@adrian_predkiewicz) on

Wszystko zwieńczyły wieczorne granie na bębnach, śpiewanie i tańce. Trzeba było też spróbować smakołyków, z których Maroko przecież słynie. Rano było nam przyjemnie wracać do Marrakeszu przed lotem na następny dzień, a całą podróż oceniliśmy mega pozytywnie. Całość doświadczenia dla mnie była dobra na raz ale z własnej woli już bym nie wrócił do Maroko. 

Dzień później wróciliśmy do Polski 🙂

Pin It on Pinterest

Share This